Wspomnienia odbieracza listów

dsc07387

Podtytuł: Panie Bralczyk, nie ma lepszego określenia dla tego zawodu?

Prowadzenie wirtualnego biura jest trochę jak praca psychologa. Płacą Ci, żebyś odbierał od nich (i za nich!) brudy wszelkiej maści. Ale dlaczego brudy? – przecież w odróżnieniu od psychologa odbierasz tylko listy. Taaak, ale jaką pocztę odbiera pracownik wirtualnego biura w Warszawie? Rachunki, wezwania do zapłaty, pisma od Urzędu Skarbowego, ZUSu albo KRSu, pozwy, zajęcia komornicze i – w najlepszym wypadku – zwroty. Przypomniałem sobie, jak to było jako dziecko, kiedy list mógł oznaczać tylko coś dobrego: pocztówkę od kolegi lub koleżanki lub list od babci, który zawsze zawierał banknot (10 marek).  W świecie dorosłych wydaje się to niemożliwe. Przypomniało mi się też, że już kiedyś o tym pisałem. Mesdames et messieurs!

Od zawsze już przywiązywałem dużą wagę do pisania listów, pocztówek z wakacji oraz pielęgnowania tradycji wysyłania sobie życzeń świątecznych drogą pocztową. Podczas mojego prywatnego audytu wspomnień do akcji Paczka Wspomnień przypomniałem sobie pewną historię, która być może dała początek mojej słabości do pisania epistoł.

Całe moje dzieciństwo spędziłem w Niemczech, moi rodzice wyemigrowali z Polski na początku lat 80. Moja osobista przygoda z Polską zaczęła się na początku lat 90., kiedy runął Mur Berliński i jako czteroletni chłopczyk było mi dane poznać moją rodzinę. Tak się akurat składa, że oprócz mojego ojca nikt nigdy nie odważył się wyjechać z kraju i w Niemczech nie miałem żadnej bliższej rodziny oprócz rodziców i brata. Stąd od zawsze już pisało się u mnie w domu dużo listów; czekało się na nie z utęsknieniem. Pamiętam strasznie długie listy od mojej babci; do tej pory nie jestem w stanie rozczytać jej pisma. Mama dawała radę i zawsze bardzo się śmiała czytając te bazgroły.

Każde wakacje spędzałem w Polsce. Jako mały chłopczyk nie za bardzo rozumiałem, dlaczego wakacje muszą się skończyć i w drodze powrotnej do Niemiec zawsze bardzo płakałem (tak, było mi bardzo dobrze w Polsce). Nie rozumiałem, dlaczego inni chłopcy i dziewczynki mogą zostać na miejscu, a ja znów muszę się pakować i wyruszać w długą drogę.

Po jednym z takich powrotów (miałem wtedy 7 lat) mama obiecała mi, że chłopcy i dziewczynki w Polsce będą o mnie pamiętać i na pewno się do mnie odezwą. Nie wiem, jak to zrobiła (do tej pory nie chce mi powiedzieć), ale po krótkim czasie zacząłem dostawać listy od nieznanych mi dzieci z całej Polski. Dostałem ponad sto pocztówek od dzieci w moim wieku, które mnie po prostu pozdrawiały. Nie zapomnę nigdy radości, jaka towarzyszyła mi wtedy przy sprawdzaniu skrzynki na listy.

Jeśli Poczta Polska będzie kiedyś poszukiwać specjalisty PR od krzewienia kultury pisania listów, to moja mama będzie tam na właściwym miejscu (niech to będzie moje swoiste podziękowanie dla niej).

Teraz już mieszkam w Polsce i staram się pisać pocztówki z każdych wakacji, a także życzenia świąteczne do najważniejszych mi osób. Sam archiwizuje wszystkie listy, które otrzymałem – gdy je teraz przeglądam to jakbym czytał pamiętnik. Staram się też drukować i przechowywać e-maile, bo one też bywają czasem bardzo miłe i nie tylko służbowe.

Philipp Kempa