Wspomnienia odbieracza listów
24 października 2016
Show all

Wstęp (Introduction)

?????????????????????????????????????????????????

Od przeszło dwóch lat prowadzę biuro coworkingowe w Warszawie, które – mimo iż dostarcza mi niesamowitych wrażeń na co dzień – nie będzie głównym tematem tego bloga. Mądrości życiowe, które czerpię, obserwując zmagania małych firm, fundacji, stowarzyszeń i start-upów w przestrzeni pracy współdzielonej (podobno w dobrym tonie jest dzisiaj używanie polskich określeniem zamiast anglicyzmów; na taką polską definicję coworkingu natrafiłem kiedyś w międzynarodowej sieci zwanej internetem) jest tematem na osobny blog, a może nawet książkę.

Tematem tego bloga będzie usługa odbioru korespondencji, którą oferuję od samego początku mojej przygody ze Strychem na Wróble, czyli przestrzeni coworkingowej, pod której adresem możliwa jest takża rejestracja działalności i spółek. Usługa odbioru korespondencji, czyli co? Może jednak powróćmy do anglicyzmów: wirtualne biuro? Albo virtual office? Wątpię, żeby ten obszar naszej działalności był teraz zupełnie jasny dla wszystkich – i po to właśnie jest ten blog!

Nie będziemy tutaj jednak pisać tylko o wirtualnym adresie, realnych przesyłkach i przygodach w naszej placówce pocztowej w samym centrum Warszawy. Ten blog będzie także o networkingu (kolejny anglicyzm!), czyli łączeniu ludzi, pomysłów i pasji. Prowadzenie biura coworkingowego wraz z usługą wirtualnego biura daje ku temu wspaniałe możliwości, a nieskorzystanie z tej posybilności (chętnie stosowany, lecz jeszcze nieoficjalny anglicyzm) byłoby grzechem zaniechania. Moment fizycznego odbioru korespondencji w naszym biurze jest w końcu okazją do przelotnego spotkania z osobą korzystającą z usługi wirtualnego adresem, trochę jak „wpadanie do siebie na kawę” za czasów „komuny”, gdy pracowało się mniej, aby więcej czasu poświęcać na networking (sic!). I nie przemawia tutaj za nami nostalgia – toż nie pamiętamy tamtych czasów – lecz chęć wykorzystania tych chwil na kawę i wymianę myśli: „Jak tam Twoje przedsięwziecie?” „Szukasz grafika – przecież tutaj siedzi Agnieszka!” „A może skontaktuj się z Pawłem – on chętnie w to wejdzie”.

Z tymi wszystkimi ciekawymi osobami widzę się częściej niż z moimi przyjaciółmi. Cóż – takie czasy.

Przekazuję im często korespondencję, która wyraźnie odbiega od tej z zamierzchłych czasów: pocztówki, listy od rodziny z RFN czy życzenia świąteczne ustąpiły miejsca saldom bankowym, fakturom czy pismom urzędowym. Ale przecież wirtualny adres ma ułatwiać prowadzenie działalności gospodarczej, a nie służyć odbiorowi pocztówek? Tak, to prawda, ale prawdą jest także, że każda pocztówka przesłana nam na adres Virtuoffice na ulicę Chmielną w Warszawie jest przekazywana sobie z rąk do rąk jak ciepła bułeczka. Chyba wszyscy odwykliśmy już od takiej miłej formy korespondencji…

A więc będzie też trochę nostalgi (to akurat grecyzm!), trochę opowieści listonosza, trochę porad i trochę relacji z ciekawymi ludźmi, dzięki którym prowadzenie wirtualnego biura jest niezwykłą przygodą (virtual office adventure).

Do zobaczenia (see you soon) – 🙂